Heej! Mam do was ogromną prośbę! Wiem, że nie powinnam tego pisać tutaj ale to dla mnie ważne. Do każdego kto czyta to opowiadanie i ma fejsa proszę o lajk do zdjęcia: http://www.facebook.com/photo.php?fbid=579836825360740&set=pb.362560710421687.-2207520000.1363442365&type=3&theater Z góry bardzo, bardzo dziękuję ♥
Dziękuję wam też za tyle wyświetleń ♥ Jesteście cudowni :)
sobota, 16 marca 2013
środa, 13 marca 2013
ROZDZIAŁ 24
Około 6:40 rano, lekarz powiadomił nas, że stan Jay'a się pogorszył. Potrzebna była jeszcze jedna operacja, ryzykowna, jednak tylko ona mogła pomóc. W niej były resztki nadziei. Wszyscy się zgodzili. Allis całą noc siedziała zapłakana, widać było, że ledwo daje radę.
-Allis.. Może pojedziesz z chłopakami do domu odpocząć? - zapytałam i pogłaskałam ją po ramieniu.
-N-nie.. Ja.. Muszę.. zostać.. - wyjąkała.
Była słaba psychicznie. Wyglądała jakby całkiem straciła nadzieję. Operacja zaczęła się o 7:00.
-Chodź. - powiedziała Kelsey do All. - Jedziemy do domu. Musisz odpocząć. Nie możesz tu siedzieć durgi dzień.
-Ale.. ja muszę.. - odpowiedziała.
-Kelsey ma rację. Twoje siedzenie tu i tak nic nie da. Co najwyżej pogorszy twój stan. - powiedziała Nereesha.
-Dokładnie. To wy jedźcie do domu, a my z chłopakami tu posiedzimy. - zatwierdził Tom. - A ty Nathan.. Wy też możecie jechać do domu.
-Jedziemy? - zapytał Nathan.
-Tak. Jedźcie. Na prawdę musicie odpocząć. - powiedziała mama Jay'a.
Próbowaliśmy przekonać Allis by pojechała do domu. Było trudno.. Nie chciała. Była uparta. W końcu siłą zaciągnęliśmy ją do auta. W tedy zaczęła jeszcze bardziej płakać.
-Allis.. Musisz jechać do domu się wyspać. Jeśli coś będzie z Jay'em chłopacy zadzwonią i cię powiadomią. Teraz najważniejsze jest żebyś odpoczęła. - powiedział Nathan.
-Zostawcie mnie! Nic nie rozumiecie! Jesteście jak małe dzieci! On i tak z tego nie wyjdzie! Chcę być z nim w tych ostatnich chwilach.. - wydarła się.
-Ostatnich chwilach?! Słyszysz co ty gadasz?! Niby tak go kochasz, a nadziei jakoś zero! Łohoho, ale miłość! Ty chyba chcesz żeby on odszedł! - kontynuował Nath.
-Nathan, spokojnie! - sama krzyknęłam.
-Nienawidzę cię.. - zasyczała Allis.
Z perspektywy Nathana:
Z Jay'em było coraz gorzej.. Ale ta dziewucha Allis mnie już wkurzała. Wszyscy jakoś wierzyli, że Jay z twgo wyjdzie, że wszystko będzie dorze a ona.. Nawet nie próbowała uwierzyć. Tak, rozumiem że jej z tym ciężko, nam też, ale mamy wiarę. Wierzymy w to, że Jay jest silny i da sobie radę.
-No dobra, przepraszam, trochę przesadziłem.. - powiedziałem po chwili.
Nic nie odpowiedziała. W aucie panowała cisza. Po jakimś czasie znaleźliśmy się w domu.
-Allis, połóż się i spróbuj zasnąć. - powiedziała Nereesha.
-Nie... - odpowiedziała.
Okryliśmy ją kocem i podaliśmy herbatę. Zrobiliśmy coś do jedzenia, bo w końcu po tylu godzinach siezenia w szpitalu nie da się nie być głodnym, jednak ona i tak nic nie ruszyła. Siedziała i patrzyła tym nie obecnym wzrokiem.
-A co jeśli on z tego nie wyjdzie? - powiedziała cicho.
-Wyjdzie. Na pewno. - powiedziała Kelsey i przytuliła ją.
-Jay jest silny. Zobaczysz, wszystko będzie dobrze! - dodałem.
Zaś zaczęła płakać. Była totalnie załamana.
-Masz, weź to. - powiedziała Zuz podając jej tabletkę i szklankę wody.
Tak jak myślałem, tabletka była na uspokojenie. Po jakiś 30 minutach dziewczyna zasnęła w salonie.
-A co jeśli ona ma rację? - zapytałem cicho i spuśiłem głowę.
Sam zastanawiałem się czy Jay z tego wyjdzie. To na prawdę skomplikowana operacja. I w dodatku bardzo ryzykowna. Sam powoli traciłem nadzieję.
-Co?! Ty też?! Serio?! Serio też nie wierzysz w Jay'a?! - krzyknęła Kelsey.
-Wierzę.. Ale.. Jest jakieś 50% możliwości, że z tego nie wyjdzie..
-Ale jest też 50% że wyjdzie. I na pewno wyjdzie. Nie możemy teraz tracić wiary! Musimy być z Jay'em. Musimy w niego wierzyć. - dodała Zuz.
Spojrzałem na zegarek. Zbliżała się 9:30. Operacja powinna się już kończyć. Teraz pozostało nam czekać na telefon chłopaków...
_____________________
No więc jest.. Tak wiem, trochę nudne ale jakoś tak wyszło xd
Zapraszam do komentowania :)
-Allis.. Może pojedziesz z chłopakami do domu odpocząć? - zapytałam i pogłaskałam ją po ramieniu.
-N-nie.. Ja.. Muszę.. zostać.. - wyjąkała.
Była słaba psychicznie. Wyglądała jakby całkiem straciła nadzieję. Operacja zaczęła się o 7:00.
-Chodź. - powiedziała Kelsey do All. - Jedziemy do domu. Musisz odpocząć. Nie możesz tu siedzieć durgi dzień.
-Ale.. ja muszę.. - odpowiedziała.
-Kelsey ma rację. Twoje siedzenie tu i tak nic nie da. Co najwyżej pogorszy twój stan. - powiedziała Nereesha.
-Dokładnie. To wy jedźcie do domu, a my z chłopakami tu posiedzimy. - zatwierdził Tom. - A ty Nathan.. Wy też możecie jechać do domu.
-Jedziemy? - zapytał Nathan.
-Tak. Jedźcie. Na prawdę musicie odpocząć. - powiedziała mama Jay'a.
Próbowaliśmy przekonać Allis by pojechała do domu. Było trudno.. Nie chciała. Była uparta. W końcu siłą zaciągnęliśmy ją do auta. W tedy zaczęła jeszcze bardziej płakać.
-Allis.. Musisz jechać do domu się wyspać. Jeśli coś będzie z Jay'em chłopacy zadzwonią i cię powiadomią. Teraz najważniejsze jest żebyś odpoczęła. - powiedział Nathan.
-Zostawcie mnie! Nic nie rozumiecie! Jesteście jak małe dzieci! On i tak z tego nie wyjdzie! Chcę być z nim w tych ostatnich chwilach.. - wydarła się.
-Ostatnich chwilach?! Słyszysz co ty gadasz?! Niby tak go kochasz, a nadziei jakoś zero! Łohoho, ale miłość! Ty chyba chcesz żeby on odszedł! - kontynuował Nath.
-Nathan, spokojnie! - sama krzyknęłam.
-Nienawidzę cię.. - zasyczała Allis.
Z perspektywy Nathana:
Z Jay'em było coraz gorzej.. Ale ta dziewucha Allis mnie już wkurzała. Wszyscy jakoś wierzyli, że Jay z twgo wyjdzie, że wszystko będzie dorze a ona.. Nawet nie próbowała uwierzyć. Tak, rozumiem że jej z tym ciężko, nam też, ale mamy wiarę. Wierzymy w to, że Jay jest silny i da sobie radę.
-No dobra, przepraszam, trochę przesadziłem.. - powiedziałem po chwili.
Nic nie odpowiedziała. W aucie panowała cisza. Po jakimś czasie znaleźliśmy się w domu.
-Allis, połóż się i spróbuj zasnąć. - powiedziała Nereesha.
-Nie... - odpowiedziała.
Okryliśmy ją kocem i podaliśmy herbatę. Zrobiliśmy coś do jedzenia, bo w końcu po tylu godzinach siezenia w szpitalu nie da się nie być głodnym, jednak ona i tak nic nie ruszyła. Siedziała i patrzyła tym nie obecnym wzrokiem.
-A co jeśli on z tego nie wyjdzie? - powiedziała cicho.
-Wyjdzie. Na pewno. - powiedziała Kelsey i przytuliła ją.
-Jay jest silny. Zobaczysz, wszystko będzie dobrze! - dodałem.
Zaś zaczęła płakać. Była totalnie załamana.
-Masz, weź to. - powiedziała Zuz podając jej tabletkę i szklankę wody.
Tak jak myślałem, tabletka była na uspokojenie. Po jakiś 30 minutach dziewczyna zasnęła w salonie.
-A co jeśli ona ma rację? - zapytałem cicho i spuśiłem głowę.
Sam zastanawiałem się czy Jay z tego wyjdzie. To na prawdę skomplikowana operacja. I w dodatku bardzo ryzykowna. Sam powoli traciłem nadzieję.
-Co?! Ty też?! Serio?! Serio też nie wierzysz w Jay'a?! - krzyknęła Kelsey.
-Wierzę.. Ale.. Jest jakieś 50% możliwości, że z tego nie wyjdzie..
-Ale jest też 50% że wyjdzie. I na pewno wyjdzie. Nie możemy teraz tracić wiary! Musimy być z Jay'em. Musimy w niego wierzyć. - dodała Zuz.
Spojrzałem na zegarek. Zbliżała się 9:30. Operacja powinna się już kończyć. Teraz pozostało nam czekać na telefon chłopaków...
_____________________
No więc jest.. Tak wiem, trochę nudne ale jakoś tak wyszło xd
Zapraszam do komentowania :)
niedziela, 10 marca 2013
ROZDZIAŁ 23
9:30 rano. Dziś moi rodzice wylatują do Polski. Z jednej strony bardzo się cieszę, a z drugiej będę za nimi tęsknić.. No cóż. Nathan stwierdził, że podwiezie ich na lotnisko.
-Zuz, pośpiesz się trochę, bo nie zdążymy na samolot! - krzyczał z dołu tata.
Nath z tatą poszli zanieść walizki do auta, a ja jeszcze chwilę rozmawiałam z mamą.
-Będę za wami tęsknić. - wyznałam.
-My za tobą także. - odpowiedziała. - Ale będziemy często telefonować. Poza tym, przyjedziemy was odwiedzić za kilka miesięcy.
Odpowiedziałam uśmiechem i się do niej przytuliłam. Po chwili zawołał nas tata, po czym wszyscy wsiedliśmy do auta i pojechaliśmy na lotnisko.
-Będę za wami tęsknić. Kocham was. - powiedziałam chwilę przed odlotem samolotu.
-My jeszcze bardziej. Ale pamiętaj.. - zaczął ojciec. - Nie rób żadnych głupst. Zadbaj jakoś o siebię. Wiesz gdzie masz pieniądze. Nie wydawaj ich od razu. Po prostu nie rób niczego czego później będziesz żałować.
-Oczywiście. - przytuliłam się do niego.
-A ty chłopcze.. Opiekuj się nią. - zwrócił się do Nathan'a. - kochaj tak jak kochasz, i mam nadzieję, że jej nie skrzywidzisz. Tak jak obiecałeś.
-Obiecuję. Jest przy mnie bezpieczna. - zapewnił.
Później mama dodała jeszcze kilka słów, aż w końcu musieli odlecieć. Trochę ciężko było mi się z nimi rozstać, jednak z drugiej strony czuję się świetnie.
-No to co? Jesteśmy wolni! - krzyknęłam do Nathana gdy odlecieli.
-Tak. Ale musisz na siebię i tak uważać. Tak jak powiedział twój ojciec.
-Tak, tak, wiem. - oznajmiłam i pocałowałam go.
Cieszyliśmy się chwilą, gdy nagle do Nathana zadzwonił telefon.
Z perspektywy Nathana / rozmowa przez telefon:
-Halo? - zapytałem.
-Młody, tu Tom, jest mały problem.. - powiedział.
-No o co chodzi?
-Jay.. Mieliśmy ostatnio imprezę, rano miał kaca i najwidoczniej jeszcze mu nie przeszło.. Szedł właśnie do sklepu i telefon do nas zadzwonił.. Szpital.. Jakoś szedł aż pod auto wszedł.. - wyjaśnił.
-Co?! Jak pod auto?! - wydarłem się. - Czy wy do cholery zawsze musicie imprezować?! Później widzisz co się dzieje! Gdzie jesteście?
-No w szpitalu. Na pierwszym piętrze. - oznajmił.
-Już jedziemy. - powiedziałem i się rozłączyłem.
-O co chodzi? - zapytała Zuza.
-Jay wylądował w szpitalu. Musimy tam jechać. - wyjaśniłem.
Nie pytając o szczegóły wsiadła do auta. Przez całą drogę zastanawiałem się co mu się stało. Czy to coś poważnego? Czy wyjdzie z tego? Nie wiedziałem. Był moim najlepszym przyjacielem, zawsze mogłem mu się wygadać. Porozmawiać z nim. Nie wiem, co bym zrobił gdyby go zabrakło..
Po jakimś czasie dotarliśmy na miejsce. Ruszyliśmy na pierwsze piętro. Reszta zespołu krzątała się na korytarzu. Tom chodził nerwowo tam i z powrotem, Allis strasznie płakała, Max ją uspokajał, a reszta prestraszona siedziała na krzesłach.
-Allis.. Nie płacz! Wszystko będzie dobrze. - podeszła do niej Zuz.
-Nic do cholery nie będzie dobrze! On pewnie z tego nie wyjdzie.. - rozpłakała się jeszcze bardziej.
-Jay to silny facet, da sobie radę. Na pewno. Na 100% z tego wyjdzie! - zapewniała ją Nereesha.
Nagle z sali wyszedł lekarz.
-I co? Wyjdzie z tego? Co z nim? - obsypywała pytaniami All.
-Nie wiem.. Będzie potrzebna operacja. Przyszedłem zapytać o zgodę. - powiedział.
-Allis zgadzasz się? Jesteś najbliższą mu rodziną tutaj. - powiedziałem.
-Tak.. - wymamrotała.
Płakała tak mocno, że nie dało jej się uspokoić. Lekarz wrócił na salę, a Siva zadzwonił po rodzinę Jay'a. Musieli o wszystkim wiedzieć. Akurat byli daleko, więc mogli się zjawić najwcześniej za cztery godziny.
Z perspektywy Nereeshy:
Allis powoli się uspokoiła. Po jakimś czasie wstała, wytarła łzy, wzięła torebkę i pobiegła do łazienki. Pobiegłyśmy za nią. Zamknęła się w jednej z kabin. Zaś było słychać płacz. W końcu usłyszałyśmy jąknięcie z bólu, i ujrzałyśmy plamę z krwi. Po chwili jakoś poradziłyśmy sobie z otworzeniem drzwi. Allis siedziała na połodze, obok niej była plama krwi a w jej ręce znajdowała się żyletka. Zrobiła tylko kilka nacięć, więc nie straciła przytomności.
-Allis! Co ty do cholery robisz! - wydarła się Kelsey.
-To nie ma sensu.. On i tak z tego nie wyjdzie.. Więc ja też nie mam po co żyć.. - wyjąkała.
-Wiesz co Jay by poczuł gdyby cię taką zobaczył? A co jeśli akrat z tego wyjdzie?! W ogóle o nim nie pomyślałaś! - krzyknęłam.
Wywlokłyśmy ją z kabiny i przemyłyśmy rękę. Później zaprowadziłyśmy ją na korytarz.
-Boże, dziewczyno! Coś ty zrobiła?! - krzyknął Max gdy zobaczył jej rękę.
-Allis.. Musisz być silna.. Silna dla Jay'a. Musisz wierzyć, że on z tego wyjdzie. A tak na pewno będzie. Nie możesz się załamywać. Musisz po prostu wierzyć. - powiedziałam.
Po dłuższym czasie, w szpitalu zjawili się rodzice chłopaka. Wiedzieli już wcześniej, że Allis z nim jest. Starali się ją jakoś pocieszyć, jednak im też w oczach kręciły się łzy. Wszystkim było ciężko. W szpitalu spędziliśmy całą noc.
____________________________________
Trochę dużo czasu minęło, aż napisałam, ale jest :)
Proszę o kom. :)
I dziękuję za 1000 wyświetleń *.*
-Zuz, pośpiesz się trochę, bo nie zdążymy na samolot! - krzyczał z dołu tata.
Nath z tatą poszli zanieść walizki do auta, a ja jeszcze chwilę rozmawiałam z mamą.
-Będę za wami tęsknić. - wyznałam.
-My za tobą także. - odpowiedziała. - Ale będziemy często telefonować. Poza tym, przyjedziemy was odwiedzić za kilka miesięcy.
Odpowiedziałam uśmiechem i się do niej przytuliłam. Po chwili zawołał nas tata, po czym wszyscy wsiedliśmy do auta i pojechaliśmy na lotnisko.
-Będę za wami tęsknić. Kocham was. - powiedziałam chwilę przed odlotem samolotu.
-My jeszcze bardziej. Ale pamiętaj.. - zaczął ojciec. - Nie rób żadnych głupst. Zadbaj jakoś o siebię. Wiesz gdzie masz pieniądze. Nie wydawaj ich od razu. Po prostu nie rób niczego czego później będziesz żałować.
-Oczywiście. - przytuliłam się do niego.
-A ty chłopcze.. Opiekuj się nią. - zwrócił się do Nathan'a. - kochaj tak jak kochasz, i mam nadzieję, że jej nie skrzywidzisz. Tak jak obiecałeś.
-Obiecuję. Jest przy mnie bezpieczna. - zapewnił.
Później mama dodała jeszcze kilka słów, aż w końcu musieli odlecieć. Trochę ciężko było mi się z nimi rozstać, jednak z drugiej strony czuję się świetnie.
-No to co? Jesteśmy wolni! - krzyknęłam do Nathana gdy odlecieli.
-Tak. Ale musisz na siebię i tak uważać. Tak jak powiedział twój ojciec.
-Tak, tak, wiem. - oznajmiłam i pocałowałam go.
Cieszyliśmy się chwilą, gdy nagle do Nathana zadzwonił telefon.
Z perspektywy Nathana / rozmowa przez telefon:
-Halo? - zapytałem.
-Młody, tu Tom, jest mały problem.. - powiedział.
-No o co chodzi?
-Jay.. Mieliśmy ostatnio imprezę, rano miał kaca i najwidoczniej jeszcze mu nie przeszło.. Szedł właśnie do sklepu i telefon do nas zadzwonił.. Szpital.. Jakoś szedł aż pod auto wszedł.. - wyjaśnił.
-Co?! Jak pod auto?! - wydarłem się. - Czy wy do cholery zawsze musicie imprezować?! Później widzisz co się dzieje! Gdzie jesteście?
-No w szpitalu. Na pierwszym piętrze. - oznajmił.
-Już jedziemy. - powiedziałem i się rozłączyłem.
-O co chodzi? - zapytała Zuza.
-Jay wylądował w szpitalu. Musimy tam jechać. - wyjaśniłem.
Nie pytając o szczegóły wsiadła do auta. Przez całą drogę zastanawiałem się co mu się stało. Czy to coś poważnego? Czy wyjdzie z tego? Nie wiedziałem. Był moim najlepszym przyjacielem, zawsze mogłem mu się wygadać. Porozmawiać z nim. Nie wiem, co bym zrobił gdyby go zabrakło..
Po jakimś czasie dotarliśmy na miejsce. Ruszyliśmy na pierwsze piętro. Reszta zespołu krzątała się na korytarzu. Tom chodził nerwowo tam i z powrotem, Allis strasznie płakała, Max ją uspokajał, a reszta prestraszona siedziała na krzesłach.
-Allis.. Nie płacz! Wszystko będzie dobrze. - podeszła do niej Zuz.
-Nic do cholery nie będzie dobrze! On pewnie z tego nie wyjdzie.. - rozpłakała się jeszcze bardziej.
-Jay to silny facet, da sobie radę. Na pewno. Na 100% z tego wyjdzie! - zapewniała ją Nereesha.
Nagle z sali wyszedł lekarz.
-I co? Wyjdzie z tego? Co z nim? - obsypywała pytaniami All.
-Nie wiem.. Będzie potrzebna operacja. Przyszedłem zapytać o zgodę. - powiedział.
-Allis zgadzasz się? Jesteś najbliższą mu rodziną tutaj. - powiedziałem.
-Tak.. - wymamrotała.
Płakała tak mocno, że nie dało jej się uspokoić. Lekarz wrócił na salę, a Siva zadzwonił po rodzinę Jay'a. Musieli o wszystkim wiedzieć. Akurat byli daleko, więc mogli się zjawić najwcześniej za cztery godziny.
Z perspektywy Nereeshy:
Allis powoli się uspokoiła. Po jakimś czasie wstała, wytarła łzy, wzięła torebkę i pobiegła do łazienki. Pobiegłyśmy za nią. Zamknęła się w jednej z kabin. Zaś było słychać płacz. W końcu usłyszałyśmy jąknięcie z bólu, i ujrzałyśmy plamę z krwi. Po chwili jakoś poradziłyśmy sobie z otworzeniem drzwi. Allis siedziała na połodze, obok niej była plama krwi a w jej ręce znajdowała się żyletka. Zrobiła tylko kilka nacięć, więc nie straciła przytomności.
-Allis! Co ty do cholery robisz! - wydarła się Kelsey.
-To nie ma sensu.. On i tak z tego nie wyjdzie.. Więc ja też nie mam po co żyć.. - wyjąkała.
-Wiesz co Jay by poczuł gdyby cię taką zobaczył? A co jeśli akrat z tego wyjdzie?! W ogóle o nim nie pomyślałaś! - krzyknęłam.
Wywlokłyśmy ją z kabiny i przemyłyśmy rękę. Później zaprowadziłyśmy ją na korytarz.
-Boże, dziewczyno! Coś ty zrobiła?! - krzyknął Max gdy zobaczył jej rękę.
-Allis.. Musisz być silna.. Silna dla Jay'a. Musisz wierzyć, że on z tego wyjdzie. A tak na pewno będzie. Nie możesz się załamywać. Musisz po prostu wierzyć. - powiedziałam.
Po dłuższym czasie, w szpitalu zjawili się rodzice chłopaka. Wiedzieli już wcześniej, że Allis z nim jest. Starali się ją jakoś pocieszyć, jednak im też w oczach kręciły się łzy. Wszystkim było ciężko. W szpitalu spędziliśmy całą noc.
____________________________________
Trochę dużo czasu minęło, aż napisałam, ale jest :)
Proszę o kom. :)
I dziękuję za 1000 wyświetleń *.*
sobota, 2 marca 2013
ROZDZIAŁ 22
-No, to słuchamy. - z zaciętym wzrokiem popatrzył na mnie jej ojciec.
-Mogą Państwo wierzyć lub nie, ale .. Ja ją kocham! Dlaczego uciekliśmy? Chcieli Państwo wywieźć ją na drugi koniec świata! Nie wytrzymałbym bez niej.. Kocham ją bez względu na wszystko. Tak, rozumiem, martwicie się o nią. Nie dziwię się. Jestem od niej starszy o dobre 3 lata, ale to nie zmienia faktu, że ją kocham. Jest dla mnie wszystkim! Na prawdę, zrobię wszystko by ją chronić. Nie pozwolę jej skrzywdzić. Jakie kolwiek by były konsekwencje, nie dam jej zranić. A już na pewno, ja będę starał się jej nie zranić. Kochałem, kocham, i będę ją kochał. Na prawdę tak trudno to zrozumieć? Na prawdę ją kocham! Dlaczego nie chcecie jej szczęścia? Opowiadała mi wiele o swojej przeszłości, i z tego co wiem jakoś nie była szczęśliwa w Polsce. A później? Patrick.. Jej były chłopak, przez którego ostatnio wylądowałem w szpitalu. Ale nieważne. Na prawdę, nie rozumiem czemu do cholery, nie chcecie jej szczęścia?! A może chodzi o to, że przez to, że jestem sławny myślicie, że to będzie tak, że się nią pobawię i zostawię? Nie. Nigdy. Obiecuję ją chronić, troszczyć się o nią, ale proszę.. pozwólcie nam się chociaż spotykać.. - powiedziałem wszystko co chciałem.
-Uh.. Nie no, zatkało nas. - wyznała jej mama.
-Proszę Cię, pójdź na górę po Zuzę, chcemy teraz z nią pogadać. - wyjaśnił ojciec dziewczyny.
Zrobiłem co kazał. Zapukałem lekko w zamknięte drzwi pokoju.
-Idź.. Nie chcę nikogo widzieć.. - powiedziała.
-Zuz.. To ja. Proszę otwórz. Twoi rodzice chcą z Tobą pogadać.
-Nie chcę z nimi gadać.. - powiedziała otwierając drzwi.
Spojrzałem jej głęboko w oczy. Była zapłakana, włosy roztrzepane. Widać było, że jest jej teraz ciężko. Podszedłem i po prostu ją przytuliłem.
-Nathan.. Co oni ode mnie chcą? - zapytała.
-Nic, poprostu pogadać. Ja też z nimi gadałem. Nie było tak strasznie. Idź. Czekają tam na Ciebie. - pocałowałem ją w czoło.
-No dobrze.. Ale jeśli to nic nie da.. Nie wiem co zrobię..
-Poradzimy sobie! - zapewniłem, jednak nie byłem tego taki pewnien.
Nie wiem czy bym wytrzymał bez niej.. To było by straszne.. Usiadłem na łóżku i trzymałem kciuki, by jej rodzicą serca zmiękły.
Na dole/perspektywa Zuz:
-Co chcecie? - warknęłam.
-Chcemy Cię tylko o coś spytać.. - oznajmiła mama.
-No więc co? I tak zepsuliście mi życie, możecie psuć dalej. Wasze pytania i tak mnie nie zaskoczą. - powiedziałam.
-Kochasz go? - zapytał tata.
-Co?! - zapytałam, jednak byłam trochę zaskoczona, tego pytania się nie spodziewałam.
-No kochasz go czy nie? - zadał ponownie pytanie.
-Tak! Kocham.. Tylko przy nim czuję się bezpiecznie.. Nawet nie wiecie ile dla mnie zrobił! A wy chcecie tak po prostu to wszystko zepsuć! - łzy podplynęły mi do oczu.
-Idź po niego. - powiedział zaś ojciec.
Po chwili zjawiłam się na dole już z Nathanem.
-No?! Co zaś wymyśliliście?! - krzyknęłam wściekła.
-Zuz.. Spokojnie. - szepnął Nath i przytulił mnie do siebie.
-Musimy uszanować waszą decyzję.. Waszą miłość.. Zrozumieliśmy to.. - zaczęła mama.
-Że.. że co? Wy.. wy tak na prawdę? - powiedziałam zdumiona.
-Tak. Na prawdę. Przemowa twojego chłopaka nas urzekła. Zrozumieliśmy, że jesteś przy nim bezpieczna. - wyjaśnił ojciec.
-Nathan? Jak to zrobiłeś? - zapytałam i rzuciłam mu się na szyję.
-Tak więc.. My wylatujemy do Polski. Co prawda już jutro. Nie na stałę, na kilka miesięcy. Wy możecie mieszkać tu razem. Nie mamy nic przeciwko. Jesteś bezpieczna, teraz to wiemy. Przy tym chłopaku na pewno nic Ci się nie stanie. - powiedział tata.
-Dziękujemy. - uśmiechnął się Nathan.
-Nathan.. Chłopcze.. Przepraszam Cię. Nie powinienem nazywać Cię gówniarzem. Na prawdę przepraszam.. - zwrócił się do Natha ojciec.
-Nie ma sprawy. - uśmiechnął się ponownie chłopak.
-To co? Wszystko wyjaśnione? - zaśmiała się mama.
-Pewnie! Dziękujemy wam! Też przepraszam.. - powiedziałam.
Mama podeszła i przytuliła mnie. Później poszła do Natha i także go przytuliła. Po chwili poszliśmy z Nathan'em na górę. Chłopak "rzucił" mnie na łóżko i zaczął namiętnie całować. Byliśmy szczęśliwi. Po prostu szczęśliwi, że wszystko tak się skończyło.
_________________
Także tego.. 22 jest ;)
A co sądzicie o Harlem Shake? :D http://www.youtube.com/watch?v=z6b7zfSe2AQ
-Mogą Państwo wierzyć lub nie, ale .. Ja ją kocham! Dlaczego uciekliśmy? Chcieli Państwo wywieźć ją na drugi koniec świata! Nie wytrzymałbym bez niej.. Kocham ją bez względu na wszystko. Tak, rozumiem, martwicie się o nią. Nie dziwię się. Jestem od niej starszy o dobre 3 lata, ale to nie zmienia faktu, że ją kocham. Jest dla mnie wszystkim! Na prawdę, zrobię wszystko by ją chronić. Nie pozwolę jej skrzywdzić. Jakie kolwiek by były konsekwencje, nie dam jej zranić. A już na pewno, ja będę starał się jej nie zranić. Kochałem, kocham, i będę ją kochał. Na prawdę tak trudno to zrozumieć? Na prawdę ją kocham! Dlaczego nie chcecie jej szczęścia? Opowiadała mi wiele o swojej przeszłości, i z tego co wiem jakoś nie była szczęśliwa w Polsce. A później? Patrick.. Jej były chłopak, przez którego ostatnio wylądowałem w szpitalu. Ale nieważne. Na prawdę, nie rozumiem czemu do cholery, nie chcecie jej szczęścia?! A może chodzi o to, że przez to, że jestem sławny myślicie, że to będzie tak, że się nią pobawię i zostawię? Nie. Nigdy. Obiecuję ją chronić, troszczyć się o nią, ale proszę.. pozwólcie nam się chociaż spotykać.. - powiedziałem wszystko co chciałem.
-Uh.. Nie no, zatkało nas. - wyznała jej mama.
-Proszę Cię, pójdź na górę po Zuzę, chcemy teraz z nią pogadać. - wyjaśnił ojciec dziewczyny.
Zrobiłem co kazał. Zapukałem lekko w zamknięte drzwi pokoju.
-Idź.. Nie chcę nikogo widzieć.. - powiedziała.
-Zuz.. To ja. Proszę otwórz. Twoi rodzice chcą z Tobą pogadać.
-Nie chcę z nimi gadać.. - powiedziała otwierając drzwi.
Spojrzałem jej głęboko w oczy. Była zapłakana, włosy roztrzepane. Widać było, że jest jej teraz ciężko. Podszedłem i po prostu ją przytuliłem.
-Nathan.. Co oni ode mnie chcą? - zapytała.
-Nic, poprostu pogadać. Ja też z nimi gadałem. Nie było tak strasznie. Idź. Czekają tam na Ciebie. - pocałowałem ją w czoło.
-No dobrze.. Ale jeśli to nic nie da.. Nie wiem co zrobię..
-Poradzimy sobie! - zapewniłem, jednak nie byłem tego taki pewnien.
Nie wiem czy bym wytrzymał bez niej.. To było by straszne.. Usiadłem na łóżku i trzymałem kciuki, by jej rodzicą serca zmiękły.
Na dole/perspektywa Zuz:
-Co chcecie? - warknęłam.
-Chcemy Cię tylko o coś spytać.. - oznajmiła mama.
-No więc co? I tak zepsuliście mi życie, możecie psuć dalej. Wasze pytania i tak mnie nie zaskoczą. - powiedziałam.
-Kochasz go? - zapytał tata.
-Co?! - zapytałam, jednak byłam trochę zaskoczona, tego pytania się nie spodziewałam.
-No kochasz go czy nie? - zadał ponownie pytanie.
-Tak! Kocham.. Tylko przy nim czuję się bezpiecznie.. Nawet nie wiecie ile dla mnie zrobił! A wy chcecie tak po prostu to wszystko zepsuć! - łzy podplynęły mi do oczu.
-Idź po niego. - powiedział zaś ojciec.
Po chwili zjawiłam się na dole już z Nathanem.
-No?! Co zaś wymyśliliście?! - krzyknęłam wściekła.
-Zuz.. Spokojnie. - szepnął Nath i przytulił mnie do siebie.
-Musimy uszanować waszą decyzję.. Waszą miłość.. Zrozumieliśmy to.. - zaczęła mama.
-Że.. że co? Wy.. wy tak na prawdę? - powiedziałam zdumiona.
-Tak. Na prawdę. Przemowa twojego chłopaka nas urzekła. Zrozumieliśmy, że jesteś przy nim bezpieczna. - wyjaśnił ojciec.
-Nathan? Jak to zrobiłeś? - zapytałam i rzuciłam mu się na szyję.
-Tak więc.. My wylatujemy do Polski. Co prawda już jutro. Nie na stałę, na kilka miesięcy. Wy możecie mieszkać tu razem. Nie mamy nic przeciwko. Jesteś bezpieczna, teraz to wiemy. Przy tym chłopaku na pewno nic Ci się nie stanie. - powiedział tata.
-Dziękujemy. - uśmiechnął się Nathan.
-Nathan.. Chłopcze.. Przepraszam Cię. Nie powinienem nazywać Cię gówniarzem. Na prawdę przepraszam.. - zwrócił się do Natha ojciec.
-Nie ma sprawy. - uśmiechnął się ponownie chłopak.
-To co? Wszystko wyjaśnione? - zaśmiała się mama.
-Pewnie! Dziękujemy wam! Też przepraszam.. - powiedziałam.
Mama podeszła i przytuliła mnie. Później poszła do Natha i także go przytuliła. Po chwili poszliśmy z Nathan'em na górę. Chłopak "rzucił" mnie na łóżko i zaczął namiętnie całować. Byliśmy szczęśliwi. Po prostu szczęśliwi, że wszystko tak się skończyło.
_________________
Także tego.. 22 jest ;)
A co sądzicie o Harlem Shake? :D http://www.youtube.com/watch?v=z6b7zfSe2AQ
środa, 27 lutego 2013
ROZDZIAŁ 21
U chłopaków (w czasie, gdy nie było Nathan i Zuz) / perspektywa Jay'a:
Trzy dni temu Młody zadzwonił do nas, że nie będzie go, i tej Zuz przez kilka dni. Nie chciał dokładnie powiedzieć o co chodzi. Właściwie, nie chciał nic powiedzieć. Oznajmił tylko, że mamy się nie martwić, nikomu nic nie mówić i jeszcze raz się nie martwić. Dzień po ich zniknięciu, przyszli do nas rodzice dziewczyny. Byli zmartwieni, a zarazem wściekli. Na koniec nazwali nas "rozpieszczonymi gwiazdusiami", a to tylko dlatego, że nie wiedzieliśmy gdzie jest ich córka. No cóż. Sami martwiliśmy się o nich. Szczególnie ja. Wiedziałem, że jest jakiś problem, jednak Nath nie chciał nic powiedzieć. By "zabić czas" Tom postanowił, zrobić domówkę. Zaś.. Ale wiadomo, to Tom. Odbyła się tylko jedna impreza. Byliśmy tylko my, Kelsey, Allis i Nereesha. Kac rankiem, był straszny. Ale tak to już jest, kiedy to Tom, zajmuje się kupnem alkoholu na tego typu imprezy.. Tak czy siak, impreza była fajna.
U Nathana i Zuz rano. / Z perspektywy Zuz:
Obudziliśmy się około 10:15 po nie przespanej nocy. Jednak nie żałuję. Nathan był delikaty, nie nachalny. Było świetnie.
-Nathan, gdzie są moje ciuchy? - zapytałam, bo nie mogłam ich znaleźć.
-A skąd ja mam to wiedzieć? - zaśmiał się.
-No przecież sam je wczoraj ze mnie ściągałeś!
-Haha, nie wiem.. Jak chcesz weź moją koszulę. - uśmiechnął się, a ja zrobiłam to co "polecił".
Ubrałam koszulę i poszłam do kuchni by się czegoś napić. Nagle do drzwi ktoś zapukał. Poszłam otworzyć i kogo zobaczyłam? .... Policja..
-Nathan.. Możesz tu na chwilkę przyjść? - zapytałam nieco wystraszona.
Chłopak wywlekł się z łóżka i przyszedł w samych bokserkach.
-Erkhem. - chrząknęłam i na niego popatrzyłam.
-Em.. To ja.. To ja pójdę się szybko ubrać i zaraz wracam. - oznajmił i pobiegł do łazienki.
-To Pani jest Zuz, a ten Pan to Nathan Sykes? - zapytał jeden z męszczyzn.
-Tak. A o co chodzi? - także zadałam pytanie.
-Zuz! Oddawaj moją koszulę! - Nathan wydarł się z łazienki a ja zrobiłam się czerwona.
W końcu wrócił, tym razem ubrany. Założył jeansy i koszulkę "Game Over".
-Przepraszam. Tak więc.. O co chodzi? - zadał to samo pytanie co ja wcześniej.
-Zostało zgłoszone zaginięcie. Pani rodzice, prosili nas o pomoc w odnalezieniu was. - zwrócił się do mnie policjant.
-Że co?! Zaginięcie?! - wydarł się Nath.
-Tak, dlatego prosimy Państwa, byście poszli z nami. Weźcie rzeczy i zapraszamy do radiowozu. Na komisariacie czekają Pani rodzice. - oznajmili.
-Jeszcze tego brakowało.. - powiedział pod nosem Nathan.
Zabraliśmy swoje rzeczy i ruszyliśmy za policjantami. Nie wiedziałam co myśleć o tym wszystkim. Trzęsłam się ze strachu. Nathan przytulił mnie i szepnął do ucha, że wszystko będzie dobrze. Gdy dotarliśmy na komisariat czekali tam na mnie rodzice.
-Boże dziecko! - krzyknęli, gdy mnie zobaczyli. - Czy on Ci coś zrbił?
-Nie! On?! Nigdy! - wydarłam się.
-Właśnie.. - tata podszedł do jednego z policjantów. - Chcielibyśmy także zgłosić porwanie naszej córki, przez tego młodegio człowieka.
-PORWANIE?! - wydarłam się ponownie. - ON MNIE NIE PORWAŁ!
-Niech Państwo wszystko przemyślą, jadą do domu, a w razie czego jutro się do nas zgłoszą. - powiedział policjant.
Ruszyliśmy do wyjścia. Nathan pojechał z nami. Gdy znaleźliśmy się w domu rozpoczęła się awantura.
-Co wam przyszło do głowy żeby uciekać?! - zaczęła mama. - Jesteś z siebie dumna?! Myśleliśmy, że jesteś mądrzejsza! Ale jak widać, w ogóle nie jesteś odpowiedzialna, i jak widać nie myślisz!
-Nie.. To moja wina. Ja to wszystko wymyśliłem. - zaczął kłamać Nathan.
Stałam cicho, i nie wiedziałam co zrobić. Nathan spojrzał na mnie wzrokiem, jakby chciał powiedzieć, że mam się nie odzywać.
-Co?! Wiesz co zrobiłeś gówniarzu?! - zaczął krzyczeć ojciec. - Przez Twoje głupie pomysły, musieliśmy odwołać lot! Tak już dawno bylibyśmy w Polsce! Widzisz jaki dajesz jej przykład? Uciekanie. Ta, bardzo dobry. Jesteś zwykłym, nieodpowiedzialnym, rozpieszczonym gówniarzem!
-Dość! - krzyknęłam, lekko popłakując. - To nie jego wina! Ja wymyśliłam wszystko! On nawet był temu na początku przeciwny! Nienawidzę was.. - powiedziałam i pobiegłam do swojego pokoju.
Na dole/z perspektywy Nathana:
Zuz pobiegła na górę, a ja zostałem z jej rodzicami. Nie wiedziałem co zrobić, już chciałem biec za dziewczyną, jednak jej matka mi to przerwała.
-Możesz nam to wszystko wyjaśnić? - zapytała.
-Tak.. Mogę..
___________________________
21 jest :D
Dziękuję wszystkim czytającym <3
Trzy dni temu Młody zadzwonił do nas, że nie będzie go, i tej Zuz przez kilka dni. Nie chciał dokładnie powiedzieć o co chodzi. Właściwie, nie chciał nic powiedzieć. Oznajmił tylko, że mamy się nie martwić, nikomu nic nie mówić i jeszcze raz się nie martwić. Dzień po ich zniknięciu, przyszli do nas rodzice dziewczyny. Byli zmartwieni, a zarazem wściekli. Na koniec nazwali nas "rozpieszczonymi gwiazdusiami", a to tylko dlatego, że nie wiedzieliśmy gdzie jest ich córka. No cóż. Sami martwiliśmy się o nich. Szczególnie ja. Wiedziałem, że jest jakiś problem, jednak Nath nie chciał nic powiedzieć. By "zabić czas" Tom postanowił, zrobić domówkę. Zaś.. Ale wiadomo, to Tom. Odbyła się tylko jedna impreza. Byliśmy tylko my, Kelsey, Allis i Nereesha. Kac rankiem, był straszny. Ale tak to już jest, kiedy to Tom, zajmuje się kupnem alkoholu na tego typu imprezy.. Tak czy siak, impreza była fajna.
U Nathana i Zuz rano. / Z perspektywy Zuz:
Obudziliśmy się około 10:15 po nie przespanej nocy. Jednak nie żałuję. Nathan był delikaty, nie nachalny. Było świetnie.
-Nathan, gdzie są moje ciuchy? - zapytałam, bo nie mogłam ich znaleźć.
-A skąd ja mam to wiedzieć? - zaśmiał się.
-No przecież sam je wczoraj ze mnie ściągałeś!
-Haha, nie wiem.. Jak chcesz weź moją koszulę. - uśmiechnął się, a ja zrobiłam to co "polecił".
Ubrałam koszulę i poszłam do kuchni by się czegoś napić. Nagle do drzwi ktoś zapukał. Poszłam otworzyć i kogo zobaczyłam? .... Policja..
-Nathan.. Możesz tu na chwilkę przyjść? - zapytałam nieco wystraszona.
Chłopak wywlekł się z łóżka i przyszedł w samych bokserkach.
-Erkhem. - chrząknęłam i na niego popatrzyłam.
-Em.. To ja.. To ja pójdę się szybko ubrać i zaraz wracam. - oznajmił i pobiegł do łazienki.
-To Pani jest Zuz, a ten Pan to Nathan Sykes? - zapytał jeden z męszczyzn.
-Tak. A o co chodzi? - także zadałam pytanie.
-Zuz! Oddawaj moją koszulę! - Nathan wydarł się z łazienki a ja zrobiłam się czerwona.
W końcu wrócił, tym razem ubrany. Założył jeansy i koszulkę "Game Over".
-Przepraszam. Tak więc.. O co chodzi? - zadał to samo pytanie co ja wcześniej.
-Zostało zgłoszone zaginięcie. Pani rodzice, prosili nas o pomoc w odnalezieniu was. - zwrócił się do mnie policjant.
-Że co?! Zaginięcie?! - wydarł się Nath.
-Tak, dlatego prosimy Państwa, byście poszli z nami. Weźcie rzeczy i zapraszamy do radiowozu. Na komisariacie czekają Pani rodzice. - oznajmili.
-Jeszcze tego brakowało.. - powiedział pod nosem Nathan.
Zabraliśmy swoje rzeczy i ruszyliśmy za policjantami. Nie wiedziałam co myśleć o tym wszystkim. Trzęsłam się ze strachu. Nathan przytulił mnie i szepnął do ucha, że wszystko będzie dobrze. Gdy dotarliśmy na komisariat czekali tam na mnie rodzice.
-Boże dziecko! - krzyknęli, gdy mnie zobaczyli. - Czy on Ci coś zrbił?
-Nie! On?! Nigdy! - wydarłam się.
-Właśnie.. - tata podszedł do jednego z policjantów. - Chcielibyśmy także zgłosić porwanie naszej córki, przez tego młodegio człowieka.
-PORWANIE?! - wydarłam się ponownie. - ON MNIE NIE PORWAŁ!
-Niech Państwo wszystko przemyślą, jadą do domu, a w razie czego jutro się do nas zgłoszą. - powiedział policjant.
Ruszyliśmy do wyjścia. Nathan pojechał z nami. Gdy znaleźliśmy się w domu rozpoczęła się awantura.
-Co wam przyszło do głowy żeby uciekać?! - zaczęła mama. - Jesteś z siebie dumna?! Myśleliśmy, że jesteś mądrzejsza! Ale jak widać, w ogóle nie jesteś odpowiedzialna, i jak widać nie myślisz!
-Nie.. To moja wina. Ja to wszystko wymyśliłem. - zaczął kłamać Nathan.
Stałam cicho, i nie wiedziałam co zrobić. Nathan spojrzał na mnie wzrokiem, jakby chciał powiedzieć, że mam się nie odzywać.
-Co?! Wiesz co zrobiłeś gówniarzu?! - zaczął krzyczeć ojciec. - Przez Twoje głupie pomysły, musieliśmy odwołać lot! Tak już dawno bylibyśmy w Polsce! Widzisz jaki dajesz jej przykład? Uciekanie. Ta, bardzo dobry. Jesteś zwykłym, nieodpowiedzialnym, rozpieszczonym gówniarzem!
-Dość! - krzyknęłam, lekko popłakując. - To nie jego wina! Ja wymyśliłam wszystko! On nawet był temu na początku przeciwny! Nienawidzę was.. - powiedziałam i pobiegłam do swojego pokoju.
Na dole/z perspektywy Nathana:
Zuz pobiegła na górę, a ja zostałem z jej rodzicami. Nie wiedziałem co zrobić, już chciałem biec za dziewczyną, jednak jej matka mi to przerwała.
-Możesz nam to wszystko wyjaśnić? - zapytała.
-Tak.. Mogę..
___________________________
21 jest :D
Dziękuję wszystkim czytającym <3
poniedziałek, 25 lutego 2013
ROZDZIAŁ 20
3 dni później:
Obudziłam się na ramieniu Nathana. Chłopak jeszcze spał. Delikatnie się podniosłam by go nie obudzić i wyszłam z łóżka. Spojrzałam na zegarek. Zbliżała się 9:30. Poszłam do łazienki i założyłam na siebie zwyłe, luźne ciuchy. Czarna bokserka i miętowe rurki. Włosy jak prawie zawsze związałam w koczek a grzywkę zapięłam spinką. Podeszłam do kuchennego blatu by napić się wody. Nagle na moich biodrach poczułam czyjeś ręce, a na szyi został złożony mi pocałunek.
-Boże, Nathan! - krzyknęłam. - Wiesz jak mnie wystraszyłeś?!
-Oj przepraszam. - powiedział i poraz kolejny mnie pocałował.
Odwróciłam się w jego stronę i oddałam pocałunek. Niesamowite było czuć ciepło jego ust. Jeszcze od wczoraj było czuć od niego mocy zapach jego perfum.
-To co dziś robimy? - zapytałam.
-Hmm.. Proponuję zwiedzanie Londynu! - wyszczerzył się.
-Jestem za - uśmiechnęłam się.
Nathan poleciał się ubrać, i po chwili był już gotowy. Zadzwonił po kelnera i zamówił śniadanie. Zjedliśmy posiłek. Następne kilka godzin minęło szybko. Wybiła 13:30. Byliśmy gotowi do wyjścia. Chłopak zamówił taksówkę i po chwili dotarliśmy na miejsce. Pierwsze co, to udaliśmy się na London Eye. Widoki były przepiękne. Gdy byliśmy na samej górze Nathan zbliżył się do mnie i delikatnie pocałował moje usta. Następnie znaleźliśmy się koło pięknej fontanny. Zrobiliśmy sobie kilka fotek i poszliśmy dalej. Szliśmy spokojnie uliczkami, gdy nagle Nathan pobiegł do jakiejś budki i wrócił z watą cukrową. Oczywiście jedliśmy ją wspólnie co jakiś czas się nią obrzucając.
Z perspektywy Nathana:
Z samego rana, dzień zapowiadał się świetnie. Zwiedzaliśmy Londyn. W trakcie jedzenia waty cukrowej zadzwonił do mnie telefon.
-MŁODY, GDZIE WY DO CHOLERY JESTEŚCIE? - wydarł się Tom.
-Boże, człowieku. Wszystko Ci tłumaczyłem!
-No tak.. Ale.. Rodzice tej twojej kochaśki, do nas przyszli się pytać czy nie ma jej u nas. Chcą zgłościć zaginięcie. - wyjaśnił.
-Kurde.. No dobra, jakoś sobie poradzimy. Ale proszę Cię, nic im nie mówcie. - poprosiłem.
-No dobra, jak tam chcesz. A ile jeszcze macie zamiar się kryć? - zapytał.
-Nie wiem. Tyle ile będzie trzeba. Ale raczej już nie długo. - wyjaśniłem.
-Dobra, czekamy na was. Nie pakujcie się w żadne kłopoty!
-Dobra, dobra. Cześć. - odpowiedziałem i rozłączyłem słuchawkę.
Z perspektywy Zuz:
Nathan gadał z kimś przez telefon, a ja w tym czasie zachwycałam się pięknością Londynu. Gdy chłopak wrócił, akurat rozpadał się deszcz.
-Nie no świetnie.. - powiedziałam z sarkazmem.
-Masz! - krzyknął, podając mi swoją kurtkę.
-Nie, dziękuję. Nie trzeba. - uśmiechnęłam się.
-Trzeba. Jeszcze się rozchorujesz! Masz i zakładaj!
-Oj dobra, dziękuję. - odparłam.
Ruszyliśmy w stronę hotelu. Deszcz padał coraz mocniej. Postanowiliśmy pobiec. Po jakimś czasie dotarliśmy cali mokrzy do hotelu. Poszliśmy na górę do swojego pokoju. Szybko się wysuszyliśmy. Zjedliśmy kolację, wykompaliśmy się i byliśmy gotowi do spania. Zbliżała się 21 jednak nie chciało nam się spać. Włączyliśmy tv i wzięliśmy się za film. Film się skończył, jednak wciąż żadnemu z nas nie chciało się spać. Położyliśmy się do łóżka, zgasiliśmy światło i próbowaliśmy zasnąć. Znaczy.. ja próbowałam. Nathan'owi jakoś się do tego nie śpieszyło. Zaczął jeździć ręką po moim udzie.
-Naaathan, co ty wyprawiasz? - zapytałam odwracając się do niego, i lekko uśmiechając.
-Ja? Nic. - na jego ustach pojawił się chytry uśmiech.
Zaczął pozbywać się mojej koszuli nocnej, też pozbyłam go kilku ciuchów.. A reszta potoczyła się jakoś sama...
__________________
Omfg. xDD
Dobra macie. Przepraszam, że tak późno ale karę miałam.
Tak, wiem, końcówka masakra, ale nie chciałam opisywać wszystkiego dokładnie.
No to tego.. Zapraszam do komentowania :33
Obudziłam się na ramieniu Nathana. Chłopak jeszcze spał. Delikatnie się podniosłam by go nie obudzić i wyszłam z łóżka. Spojrzałam na zegarek. Zbliżała się 9:30. Poszłam do łazienki i założyłam na siebie zwyłe, luźne ciuchy. Czarna bokserka i miętowe rurki. Włosy jak prawie zawsze związałam w koczek a grzywkę zapięłam spinką. Podeszłam do kuchennego blatu by napić się wody. Nagle na moich biodrach poczułam czyjeś ręce, a na szyi został złożony mi pocałunek.
-Boże, Nathan! - krzyknęłam. - Wiesz jak mnie wystraszyłeś?!
-Oj przepraszam. - powiedział i poraz kolejny mnie pocałował.
Odwróciłam się w jego stronę i oddałam pocałunek. Niesamowite było czuć ciepło jego ust. Jeszcze od wczoraj było czuć od niego mocy zapach jego perfum.
-To co dziś robimy? - zapytałam.
-Hmm.. Proponuję zwiedzanie Londynu! - wyszczerzył się.
-Jestem za - uśmiechnęłam się.
Nathan poleciał się ubrać, i po chwili był już gotowy. Zadzwonił po kelnera i zamówił śniadanie. Zjedliśmy posiłek. Następne kilka godzin minęło szybko. Wybiła 13:30. Byliśmy gotowi do wyjścia. Chłopak zamówił taksówkę i po chwili dotarliśmy na miejsce. Pierwsze co, to udaliśmy się na London Eye. Widoki były przepiękne. Gdy byliśmy na samej górze Nathan zbliżył się do mnie i delikatnie pocałował moje usta. Następnie znaleźliśmy się koło pięknej fontanny. Zrobiliśmy sobie kilka fotek i poszliśmy dalej. Szliśmy spokojnie uliczkami, gdy nagle Nathan pobiegł do jakiejś budki i wrócił z watą cukrową. Oczywiście jedliśmy ją wspólnie co jakiś czas się nią obrzucając.
Z perspektywy Nathana:
Z samego rana, dzień zapowiadał się świetnie. Zwiedzaliśmy Londyn. W trakcie jedzenia waty cukrowej zadzwonił do mnie telefon.
-MŁODY, GDZIE WY DO CHOLERY JESTEŚCIE? - wydarł się Tom.
-Boże, człowieku. Wszystko Ci tłumaczyłem!
-No tak.. Ale.. Rodzice tej twojej kochaśki, do nas przyszli się pytać czy nie ma jej u nas. Chcą zgłościć zaginięcie. - wyjaśnił.
-Kurde.. No dobra, jakoś sobie poradzimy. Ale proszę Cię, nic im nie mówcie. - poprosiłem.
-No dobra, jak tam chcesz. A ile jeszcze macie zamiar się kryć? - zapytał.
-Nie wiem. Tyle ile będzie trzeba. Ale raczej już nie długo. - wyjaśniłem.
-Dobra, czekamy na was. Nie pakujcie się w żadne kłopoty!
-Dobra, dobra. Cześć. - odpowiedziałem i rozłączyłem słuchawkę.
Z perspektywy Zuz:
Nathan gadał z kimś przez telefon, a ja w tym czasie zachwycałam się pięknością Londynu. Gdy chłopak wrócił, akurat rozpadał się deszcz.
-Nie no świetnie.. - powiedziałam z sarkazmem.
-Masz! - krzyknął, podając mi swoją kurtkę.
-Nie, dziękuję. Nie trzeba. - uśmiechnęłam się.
-Trzeba. Jeszcze się rozchorujesz! Masz i zakładaj!
-Oj dobra, dziękuję. - odparłam.
Ruszyliśmy w stronę hotelu. Deszcz padał coraz mocniej. Postanowiliśmy pobiec. Po jakimś czasie dotarliśmy cali mokrzy do hotelu. Poszliśmy na górę do swojego pokoju. Szybko się wysuszyliśmy. Zjedliśmy kolację, wykompaliśmy się i byliśmy gotowi do spania. Zbliżała się 21 jednak nie chciało nam się spać. Włączyliśmy tv i wzięliśmy się za film. Film się skończył, jednak wciąż żadnemu z nas nie chciało się spać. Położyliśmy się do łóżka, zgasiliśmy światło i próbowaliśmy zasnąć. Znaczy.. ja próbowałam. Nathan'owi jakoś się do tego nie śpieszyło. Zaczął jeździć ręką po moim udzie.
-Naaathan, co ty wyprawiasz? - zapytałam odwracając się do niego, i lekko uśmiechając.
-Ja? Nic. - na jego ustach pojawił się chytry uśmiech.
Zaczął pozbywać się mojej koszuli nocnej, też pozbyłam go kilku ciuchów.. A reszta potoczyła się jakoś sama...
__________________
Omfg. xDD
Dobra macie. Przepraszam, że tak późno ale karę miałam.
Tak, wiem, końcówka masakra, ale nie chciałam opisywać wszystkiego dokładnie.
No to tego.. Zapraszam do komentowania :33
czwartek, 14 lutego 2013
ROZDZIAŁ 19
3 tygodnie później - perspektywa Zuz:
Byłam z Nathanem szczęśliwa. Nic nie powiedzieliśmy moim rodzicom. Układało nam się dobrze. Zero sprzeczek, zero problemów. Jednak pewnego dnia wszystko się zmieniło. Najgorszy dzień w moim życiu.
-Zuza! Zejdź na dół! - zawołał tata, po czym zrobiłam co kazał.
Zbiegłam na dół po schodach, i usiadłam na kanapie. Tata siedział w swoim fotelu, a mama po drugiej stronie kanapy. Przez chwilę nikt się nie odzywał.
-O co chodzi? - zapytałam.
-Musimy Ci o czymś powiedzieć. - zakomunikowała mama.
-Chodzi o to.. Wracamy do Polski! - krzyknął tata.
-Co?! - zaczęłam się wydzierać. - Żartujecie, prawda?
-Nie. Wracamy do Polski. Stwierdziliśmy, że tam będzie lepiej. Nam układa się tam z pracą, a ty wrócisz do przyjaciół i w ogóle. - powiedziała mama.
-Przyjaciół? Dobrze wiesz, że nie miałam tam żadnych przyjaciół! Nigdzie z tąd nie jadę!
-To już postanowione! - oburzył się ojciec.
-Nienawidzę was! - krzyknęłam i pobiegłam na górę.
Zamknęłam drzwi na klucz i zaczęłam płakać. Nie mogę wyjechać. Nie wytrzymam bez Nathana. Jak mu to powiem? Co z nami będzie? Od teraz nienawidziłam rodziców. Miałam tu przyjaciół. A w Polsce? Tam nie miałam nikogo. Wszyscy się ze mnie naśmiewali. A tu mam wszystkich.. Przyjaciół.. Nathana.. Nie mogę po prostu wyjechać. Wzięłam telefon do ręki. Musiałam do niego zadzwonić. Ręce trzęsły mi się strasznie. Rozpłakałam się jeszcze bardziej.
-Halo? Zuz? - usłyszałam głos w słuchawce.
-Nathan muszę Ci o czymś powiedzieć.. - zaczęłam, ale przerwał mi w połowie zdania.
-Płaczesz? Co się stało? - zapytał. - Już tam jadę.
Oznajmił i rozłączył słuchawkę. Nie potrafiłam przestać płakać. Zsunęłam się po ścianie. W mojej głowie krążyły różne myśli. Bałam się, jak będzie gdy wyjadę. Po chwili usłyszałam pukanie do drzwi.
-Zuz.. To ja. Nathan. Proszę, otwórz. - powiedział łagodnym głosem.
Resztką sił podniosłam się i otworzyłam drzwi. Byłam tak zapłakana, że ledwo go widziałam. Wszystko rozmazywało mi się przed oczami. Chłopak podszedł i przytulił mnie mocno. Po chwili siedzieliśmy na łóżku.
-Co się stało? - zapytał.
-Nathan.. - zaczęłam, ale przez płacz ledwo potrafiłam mówić.
-Proszę Cię. Nie płacz. Opowiedz tylko co się stało. - powiedział.
-Chodzi o to... Ja.. Moi rodzice.. My... Wyjeżdżamy do Polski.. - wyjaśniłam płacząc jeszcze bardziej.
-Co?! Dlaczego?! - zapytał.
-Nie mam pojęcia.. Rodzice już postanowili..
Jego oczy zrobiły się szklane. Widać było jak go to boli. Przytulił mnie ponownie. Być może ostatni raz.. Siedzieliśmy chwilę w ciszy. Ja płakałam, a on tłumił w sobie łzy.
-Przecież musi być jakieś wyjście.. - powiedziałam.
-Jest.. - zaczął. - To cholernie głupi pomysł, ale jest.
-Jaki? Jestem gotowa zrobić wszystko, byle zostać tu z Tobą - oznajmiłam z resztką nadziei.
-Ale.. Ostrzegam, że to na prawdę durny i szalony pomysł.
-To nieważne. Powiedz! - nakłaniałam, by w końcu wyjawił mi jedno wyjście.
-Możemy uciec..
Nic nie odpowiedziałam. Rzuciłam mu się na szyję. Może to i szalony pomysł, ale jestem gotowa zrobić dla niego wszystko. Wzięłam największą torebkę jaką miałam, podeszłam do szafy i zaczęłam pakować najważniejsze rzeczy. Zmieściły mi się jakieś 4 bluzki, 2 pary spodni, bluza i bielizna. Może to trochę mało, ale myślę, że jak na razie wystarczy.
-Na prawdę chcesz to zrobić? - zapytał.
-Tak. Chodź. - powiedziałam i pociągnęłam za rękę.
Wyszliśmy z pokoju. Cicho zamknęłam drzwi, i zaprowadziłam Nathana do tylnego wyjścia. Szybko wyślizgnęliśmy się z domu. Podbiegliśmy do auta chłopaka, i odjechaliśmy z piskiem opon.
-Gdzie jedziemy? - zapytałam, gdy byliśmy już daleko i odetchnęłam z ulgą, że udało się od tego wszystkiego uciec.
-Nie wiem. Proponuję hotel, kilkanaście kilometrów z tąd. - odpowiedział i dodał gazu.
-Jestem za. - uśmiechnęłam się.
-Będę musiał później zadzwonić do chłopaków. Powiedzieć im, czy trzymać to w tajemnicy? - zapytał.
-Nie wiem.. Lepiej po prostu powiedz, że przez jakiś czas Cię nie będzie i żeby się nie martwili.
Po jakimś czasie dotarliśmy do hotelu. Nathan zamówił jakiś pokój i za wszystko zapłacił. Nasz pokój to 116. Windą pojechaliśmy na górę. Pokój był ładny. Nie duży, ale ładny. Dwu-osobowe łóżko, telewizor, stolik, mała kuchnia i toaleta. To nam wystarczyło. Weszliśmy do pokoju i oboje rzuciliśmy się na łóżko. Odetchnęliśmy z ulgą.
-Dziękuję. - powiedziałam.
-Za co? - zapytał i popatrzył mi głęboko w oczy.
-Za wszystko. Za ten cały plan. Za to, że po prostu jesteś.
Nic nie odpowiedział. Zbiliżył się i złożył na moich ustach namiętny pocałunek. Leżeliśmy jeszcze chwilę. Zbiliżała się 21:30. Nie wiedząc kiedy, zasnęłam wtulona w pięknookiego bruneta.
_______________
Jeszcze 1 rozdz. i będzie 20 ^^
Boże, straaasznie dziękuję wam za ponad 700 wyświetleń <3
Jesteście kochani :)
A tak poza tym, z okazji Walentynek życzę wam wszystkiego dobrego. Duuuuużo miłości ^^ I oczywiście poznania The Wanted :D Spełnienia marzeń <3
Byłam z Nathanem szczęśliwa. Nic nie powiedzieliśmy moim rodzicom. Układało nam się dobrze. Zero sprzeczek, zero problemów. Jednak pewnego dnia wszystko się zmieniło. Najgorszy dzień w moim życiu.
-Zuza! Zejdź na dół! - zawołał tata, po czym zrobiłam co kazał.
Zbiegłam na dół po schodach, i usiadłam na kanapie. Tata siedział w swoim fotelu, a mama po drugiej stronie kanapy. Przez chwilę nikt się nie odzywał.
-O co chodzi? - zapytałam.
-Musimy Ci o czymś powiedzieć. - zakomunikowała mama.
-Chodzi o to.. Wracamy do Polski! - krzyknął tata.
-Co?! - zaczęłam się wydzierać. - Żartujecie, prawda?
-Nie. Wracamy do Polski. Stwierdziliśmy, że tam będzie lepiej. Nam układa się tam z pracą, a ty wrócisz do przyjaciół i w ogóle. - powiedziała mama.
-Przyjaciół? Dobrze wiesz, że nie miałam tam żadnych przyjaciół! Nigdzie z tąd nie jadę!
-To już postanowione! - oburzył się ojciec.
-Nienawidzę was! - krzyknęłam i pobiegłam na górę.
Zamknęłam drzwi na klucz i zaczęłam płakać. Nie mogę wyjechać. Nie wytrzymam bez Nathana. Jak mu to powiem? Co z nami będzie? Od teraz nienawidziłam rodziców. Miałam tu przyjaciół. A w Polsce? Tam nie miałam nikogo. Wszyscy się ze mnie naśmiewali. A tu mam wszystkich.. Przyjaciół.. Nathana.. Nie mogę po prostu wyjechać. Wzięłam telefon do ręki. Musiałam do niego zadzwonić. Ręce trzęsły mi się strasznie. Rozpłakałam się jeszcze bardziej.
-Halo? Zuz? - usłyszałam głos w słuchawce.
-Nathan muszę Ci o czymś powiedzieć.. - zaczęłam, ale przerwał mi w połowie zdania.
-Płaczesz? Co się stało? - zapytał. - Już tam jadę.
Oznajmił i rozłączył słuchawkę. Nie potrafiłam przestać płakać. Zsunęłam się po ścianie. W mojej głowie krążyły różne myśli. Bałam się, jak będzie gdy wyjadę. Po chwili usłyszałam pukanie do drzwi.
-Zuz.. To ja. Nathan. Proszę, otwórz. - powiedział łagodnym głosem.
Resztką sił podniosłam się i otworzyłam drzwi. Byłam tak zapłakana, że ledwo go widziałam. Wszystko rozmazywało mi się przed oczami. Chłopak podszedł i przytulił mnie mocno. Po chwili siedzieliśmy na łóżku.
-Co się stało? - zapytał.
-Nathan.. - zaczęłam, ale przez płacz ledwo potrafiłam mówić.
-Proszę Cię. Nie płacz. Opowiedz tylko co się stało. - powiedział.
-Chodzi o to... Ja.. Moi rodzice.. My... Wyjeżdżamy do Polski.. - wyjaśniłam płacząc jeszcze bardziej.
-Co?! Dlaczego?! - zapytał.
-Nie mam pojęcia.. Rodzice już postanowili..
Jego oczy zrobiły się szklane. Widać było jak go to boli. Przytulił mnie ponownie. Być może ostatni raz.. Siedzieliśmy chwilę w ciszy. Ja płakałam, a on tłumił w sobie łzy.
-Przecież musi być jakieś wyjście.. - powiedziałam.
-Jest.. - zaczął. - To cholernie głupi pomysł, ale jest.
-Jaki? Jestem gotowa zrobić wszystko, byle zostać tu z Tobą - oznajmiłam z resztką nadziei.
-Ale.. Ostrzegam, że to na prawdę durny i szalony pomysł.
-To nieważne. Powiedz! - nakłaniałam, by w końcu wyjawił mi jedno wyjście.
-Możemy uciec..
Nic nie odpowiedziałam. Rzuciłam mu się na szyję. Może to i szalony pomysł, ale jestem gotowa zrobić dla niego wszystko. Wzięłam największą torebkę jaką miałam, podeszłam do szafy i zaczęłam pakować najważniejsze rzeczy. Zmieściły mi się jakieś 4 bluzki, 2 pary spodni, bluza i bielizna. Może to trochę mało, ale myślę, że jak na razie wystarczy.
-Na prawdę chcesz to zrobić? - zapytał.
-Tak. Chodź. - powiedziałam i pociągnęłam za rękę.
Wyszliśmy z pokoju. Cicho zamknęłam drzwi, i zaprowadziłam Nathana do tylnego wyjścia. Szybko wyślizgnęliśmy się z domu. Podbiegliśmy do auta chłopaka, i odjechaliśmy z piskiem opon.
-Gdzie jedziemy? - zapytałam, gdy byliśmy już daleko i odetchnęłam z ulgą, że udało się od tego wszystkiego uciec.
-Nie wiem. Proponuję hotel, kilkanaście kilometrów z tąd. - odpowiedział i dodał gazu.
-Jestem za. - uśmiechnęłam się.
-Będę musiał później zadzwonić do chłopaków. Powiedzieć im, czy trzymać to w tajemnicy? - zapytał.
-Nie wiem.. Lepiej po prostu powiedz, że przez jakiś czas Cię nie będzie i żeby się nie martwili.
Po jakimś czasie dotarliśmy do hotelu. Nathan zamówił jakiś pokój i za wszystko zapłacił. Nasz pokój to 116. Windą pojechaliśmy na górę. Pokój był ładny. Nie duży, ale ładny. Dwu-osobowe łóżko, telewizor, stolik, mała kuchnia i toaleta. To nam wystarczyło. Weszliśmy do pokoju i oboje rzuciliśmy się na łóżko. Odetchnęliśmy z ulgą.
-Dziękuję. - powiedziałam.
-Za co? - zapytał i popatrzył mi głęboko w oczy.
-Za wszystko. Za ten cały plan. Za to, że po prostu jesteś.
Nic nie odpowiedział. Zbiliżył się i złożył na moich ustach namiętny pocałunek. Leżeliśmy jeszcze chwilę. Zbiliżała się 21:30. Nie wiedząc kiedy, zasnęłam wtulona w pięknookiego bruneta.
_______________
Jeszcze 1 rozdz. i będzie 20 ^^
Boże, straaasznie dziękuję wam za ponad 700 wyświetleń <3
Jesteście kochani :)
A tak poza tym, z okazji Walentynek życzę wam wszystkiego dobrego. Duuuuużo miłości ^^ I oczywiście poznania The Wanted :D Spełnienia marzeń <3
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)
